kontakt  
   
   
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
   
       
         
strefy wiary - homilia
 

Andrzej Zając OFMConv

Słowa pełne wdzięku i Boże wybranie - homilia na IV Niedzielę zwykłą




Tekst homilii:

Jezus przemawiał. Dał też świadectwo o sobie i o słowie, które było czytane: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. Wskazał na siebie jako posłanego od Boga, zwracając jednocześnie uwagę na to, że sam Bóg potwierdza to swoim słowem. A słuchający byli pełni podziwu dla wszystkiego, co mówił. Nagle jednak uświadomili sobie, że Go znają, że to jeden z nich: Czy nie jest to syn Józefa? I cały podziw prysnął. Znajomość jego domu, jego rodziny, jego samego okazała się przeszkodą nie do przebycia. Ta znajomość i związane z nimi przekonania zabiły w nich zdolność widzenia tego, co jest. Bo przecież wcześniej dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I nagle zatracili zdolność zatrzymania w sobie zadziwienia, którego dopiero co doświadczyli. Co więcej przekreśli to, co w sobie odczuli. Nie byli w stanie przyjąć prawdy, że to Bóg wybiera sobie, kogo chce. A tutaj wybrał sobie ludzką rodzinę, żyjącą pośród innych rodzin, aby w niej narodził się Jego Syn.

A jak ja słucham? Czy słucham tego, co słyszę, czy bardziej słucham wątpliwości w sobie? Jak słucham Bożego słowa? A jak słucham ludzkiego? Czy dopuszczam myśl, że przez człowieka Bóg może mówić do mnie? Czy zatrzymuję w sobie usłyszane pełne wdzięku słowa? Czy nie zabijam w sobie tego, co Bóg we mnie złożył? Czy pozwalam słowu Boga zagnieździć się w sobie? Czy nie wypieram go, nie zabijam ograniczonymi przekonaniami, które nie pozwalają Bogu być Bogiem? Czy jest we mnie zdolność zadziwienia, dostrzeżenia tego, co piękne? Czy pozwalam Bogu, by mnie zadziwiał? Czy pozwalam Bogu, by zaskakiwał mnie również swoimi pomysłami na moje życie?

Starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Tu nie chodzi o zachłanność, ale o otwartość na Boga, na bogactwo Jego darów i wezwań. Bóg chce, by człowiek dał mu się ciągnąć do siebie. Ale człowiek nie zawsze jest to pragnienie i wezwanie Boga rozpoznaje, bo trzyma się kurczowo swoich ograniczeń, przyzwyczajeń i wyobrażeń o Bożym działaniu. A Bóg chce, by człowiek się zadziwił. By nie zagrzebywał się w swoich pomysłach, ale by zobaczył Jego pomysł i dał się Jemu prowadzić. To On mówi do człowieka: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Jak więc miałby nie wiedzieć, czego tak naprawdę pragnie, i jaka droga prowadzi go do szczęścia? Nie mówi do tłumu, ale do każdego człowieka osobiście i każdego po swojemu ciągnie do siebie. I mówi: Nie lękaj się ich, nie lękaj się nikogo ani niczego, gdyż Ja jestem z tobą - wyrocznia Pana - by cię ochraniać.

Oby zostały w nas pełne wdzięku słowa Jezusa, który daje świadectwo o sobie, że jest posłanym od Ojca, aby nas ciągnąć do Niego. Jest posłanym, aby nam objawiać nieskończoną miłość Boga i by nas do tej miłości wzywać. Oby świadectwo o Jeremiaszu, Eliaszu i wdowie z Sarepty Sydońskiej, Elizeuszu i Syryjczyku Naamanie przekonywały nas, że Bóg widzi i zna każdego, i do każdego chce dotrzeć. I dociera. Ale czeka na gest przyzwolenia, chcąc zobaczyć, że staramy się o większe dary, że jesteśmy gotowi na podjęcie Jego wybrania. Niech pełne wdzięku słowa Jezusa rozpalą nas i otworzą na największy dar, byśmy i my mogli powiedzieć: Dziś spełniły się te słowa Pisma, bo - wyzwoleni z naszych niepewności, ograniczeń i lęku - daliśmy się porwać Bogu do siebie.