|
Tekst homilii:
Jezus przemawiał. Dał też świadectwo o sobie i o słowie,
które było czytane: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.
Wskazał na siebie jako posłanego od Boga, zwracając jednocześnie uwagę
na to, że sam Bóg potwierdza to swoim słowem. A słuchający byli pełni
podziwu dla wszystkiego, co mówił. Nagle jednak uświadomili sobie, że
Go znają, że to jeden z nich: Czy nie jest to syn Józefa? I cały
podziw prysnął. Znajomość jego domu, jego rodziny, jego samego okazała
się przeszkodą nie do przebycia. Ta znajomość i związane z nimi przekonania
zabiły w nich zdolność widzenia tego, co jest. Bo przecież wcześniej
dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I nagle
zatracili zdolność zatrzymania w sobie zadziwienia, którego dopiero co
doświadczyli. Co więcej przekreśli to, co w sobie odczuli. Nie byli w
stanie przyjąć prawdy, że to Bóg wybiera sobie, kogo chce. A tutaj wybrał
sobie ludzką rodzinę, żyjącą pośród innych rodzin, aby w niej narodził
się Jego Syn.
A jak ja słucham? Czy słucham tego, co słyszę, czy bardziej
słucham wątpliwości w sobie? Jak słucham Bożego słowa? A jak słucham ludzkiego?
Czy dopuszczam myśl, że przez człowieka Bóg może mówić do mnie? Czy zatrzymuję
w sobie usłyszane pełne wdzięku słowa? Czy nie zabijam w sobie
tego, co Bóg we mnie złożył? Czy pozwalam słowu Boga zagnieździć się w
sobie? Czy nie wypieram go, nie zabijam ograniczonymi przekonaniami, które
nie pozwalają Bogu być Bogiem? Czy jest we mnie zdolność zadziwienia,
dostrzeżenia tego, co piękne? Czy pozwalam Bogu, by mnie zadziwiał? Czy
pozwalam Bogu, by zaskakiwał mnie również swoimi pomysłami na moje życie?
Starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę
jeszcze doskonalszą. Tu nie chodzi o zachłanność, ale o otwartość
na Boga, na bogactwo Jego darów i wezwań. Bóg chce, by człowiek dał mu
się ciągnąć do siebie. Ale człowiek nie zawsze jest to pragnienie i wezwanie
Boga rozpoznaje, bo trzyma się kurczowo swoich ograniczeń, przyzwyczajeń
i wyobrażeń o Bożym działaniu. A Bóg chce, by człowiek się zadziwił. By
nie zagrzebywał się w swoich pomysłach, ale by zobaczył Jego pomysł i
dał się Jemu prowadzić. To On mówi do człowieka: Zanim ukształtowałem
cię w łonie matki, znałem cię. Jak więc miałby nie wiedzieć, czego
tak naprawdę pragnie, i jaka droga prowadzi go do szczęścia? Nie mówi
do tłumu, ale do każdego człowieka osobiście i każdego po swojemu ciągnie
do siebie. I mówi: Nie lękaj się ich, nie lękaj się nikogo ani
niczego, gdyż Ja jestem z tobą - wyrocznia Pana - by cię ochraniać.
Oby zostały w nas pełne wdzięku słowa Jezusa,
który daje świadectwo o sobie, że jest posłanym od Ojca, aby nas ciągnąć
do Niego. Jest posłanym, aby nam objawiać nieskończoną miłość Boga i by
nas do tej miłości wzywać. Oby świadectwo o Jeremiaszu, Eliaszu i wdowie
z Sarepty Sydońskiej, Elizeuszu i Syryjczyku Naamanie przekonywały nas,
że Bóg widzi i zna każdego, i do każdego chce dotrzeć. I dociera. Ale
czeka na gest przyzwolenia, chcąc zobaczyć, że staramy się o większe
dary, że jesteśmy gotowi na podjęcie Jego wybrania. Niech pełne wdzięku
słowa Jezusa rozpalą nas i otworzą na największy dar, byśmy i my mogli
powiedzieć: Dziś spełniły się te słowa Pisma, bo - wyzwoleni z
naszych niepewności, ograniczeń i lęku - daliśmy się porwać Bogu do siebie.
|