|
Tekst homilii:
Jan robił wrażenie. Odróżniał
się zdecydowanie od wszystkich: mieszkał gdzie indziej, jadł co innego,
ubrany był inaczej. Donośnym głosem nawoływał do nawrócenia. I chrzcił.
Aż ludzie zaczęli wierzyć w to, że on jest obiecanym Mesjaszem. Na nim
jednak to uznanie nie robiło wrażenia. Wiedział doskonale, kim jest. Dlatego
na te domysły odpowiadał zdecydowanie: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie
mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów.
On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Jezus, mocniejszy od
Jana, podszedł jednak do niego, by doświadczyć i w tym człowieczeństwa,
i także przyjął chrzest. I modlił się. I otworzyło się niebo i Duch
Święty zstąpił na Niego. I wtedy z otwartego nieba odezwał się
głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.
A ja czego pragnę w życiu, jak żyję, jak się zachowuję?
Czy nie chcę za każdym razem podkreślać mojej oryginalności? Czy, niewiele
różniąc się od innych, robię wszystko, aby jakoś, czasem beznadziejnie
głupio się odznaczać? Chciałbym odróżniać się jak Jan? Ale wcale jak Jan
ani do nawrócenia nie nawołuję, ani nie chrzczę, ani nie praktykuję jak
on surowego życia pokuty. Czym chcę się odróżniać od innych? A Jezus?
Czy nie pociąga mnie to, że On - tak inny od wszystkich - razem ze wszystkimi
w tłumie poprosił o święty gest nawrócenia nad sobą? Czy nie dostrzegam,
że nie to człowieka wyróżnia, co sam w sobie chce podkreślać, ale tym,
czym został naznaczony przez Boga?
Każdy jest przez Boga wybrany i naznaczony swoją łaską.
Bo Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Na każdym zależy Mu tak
samo, niezależnie od zasług. Wiadome jest jednak i to, że miły jest
Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Ale i to jest łaską.
Łaską, której nikomu nie szczędzi. Człowiek musi jednak zdecydować się
na nią, musi po nią wyciągnąć rękę, musi dać Bogu znak, że chce. I łaską
dla każdego, kto szuka Boga, jest to podejście Jezusa w tłumie do Jana.
On sam siebie nie wyróżniał, ale jednoczył się swoją postawą z innymi.
I wtedy właśnie, kiedy modlił się też jak człowiek, niebo się nad nim
roztwarło. I Bóg wyróżnił Go, wskazał na Niego, potwierdził wobec wszystkich,
że On jest Jego Synem. I tak dzieje się z każdym, kto za Jezusem idzie,
kto do Niego przychodzi. Człowiek idzie z innymi, stoi z innymi przy konfesjonale,
podchodzi z innymi po święte Ciało Pana, i za każdym razem roztwiera się
niebo i woła z niego Ojciec: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam
upodobanie.
Obyśmy chcieli słyszeć w sobie ten głos! Obyśmy patrząc
nie tylko w niebo, ale przed siebie i w siebie, widzieli i rozpoznawali
Jego obecnego, żyjącego w nas, w naszych utrapieniach i w naszych
zwycięstwach. Obyśmy słyszeli Jego głos pełen dobroci i dający otuchę.
Bo On nigdy nas nas nie krzyczy! Bo i względem nas spełnia się proroctwo
o Mesjaszu: Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku
swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym
płomyku. Niech więc ucichnie w nas zgiełk, abyśmy mogli słyszeć Jego,
który zstępuje z wysokości nieba pośród nas, aby utrwalić Prawo na
ziemi, aby swoim głosem nas pouczyć i uspokoić. Słysząc jego głos, nie
pokładajmy nadziei w naszej wątpliwej oryginalności, ale w Bogu, który
w sposób jedyny, niepowtarzalny, sobie wiadomy, naznacza nas swoim Duchem,
każdego uzdalniając do dzieła, do którego jest wezwany.
|