|
Tekst homilii:
Cała rodzina, jak co roku, wybrała się do Jerozolimy
na święto. Tym razem wydarzyło się coś, czego rodzice Jezusa się nie spodziewali,
co najpierw ich zaniepokoiło, co w konsekwencji zmusiło do wysiłku i determinacji,
a potem zadziwiło i postawiło wobec niezwykłej tajemnicy, której byli
uczestnikami. Okazało się bowiem w drodze powrotnej, że dwunastoletniego
Jezusa nie ma z nimi, co wywołało słuszny niepokój. Ta nagła utrata, to
zagubienie syna zmusiło ich do działania; nie mogli liczyć na to, że sam
wróci, dlatego zawrócili z drogi, by go szukać tam, gdzie go pozostawili,
gdzie widzieli go po raz ostatni. Po powrocie do Jerozolimy odnaleźli
go w świątyni jerozolimskiej, ale w sytuacji zupełnie nowej, nieoczekiwanej:
siedzącego wśród uczonych i dyskutującego z nimi. I wtedy z obu stron
padły pytania wyrażające niezrozumienie i zdziwienie; z jednej strony:
Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy
Ciebie, a z drugiej: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście,
że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?
Cóż znaczy dla mnie święto? Jakie znaczenie ma dla mnie
czas świąteczny? Czy jest to czas wędrówki w stronę świątyni? Wędrówki
tak w znaczeniu materialnym, fizycznym, związanym z konkretnym wysiłkiem,
by na czas dotrzeć do świątyni i celebrować święto, jak i w znaczeniu
duchowym, związanym z nieustannym poszukiwaniem dróg dla serca i umysłu,
by święto mogło dziać się we mnie. Czy podejmuję tę drogę, na której można
przyoblekać się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość,
cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem? Czy
podejmuję tę drogę razem z innymi, biorąc pod uwagę zmęczenie i ograniczenia
innych, próbując ustalić wspólny rytm, by nikt nie dostał zadyszki i by
każdy mógł szczęśliwie dotrzeć na miejsce i świętować? A kiedy już ktoś
z tych, którzy są mi dani, zagubi się, potrafię zatrzymać się, rozejrzeć,
a kiedy trzeba, wrócić po niego? Czy mam świadomość bycia w rodzinie:
tej naturalnej i tej mistycznej rodziny Kościoła?
Zdziwienie Maryi i Józefa oraz zdziwienie Jezusa to
zetknięcie się dwóch światów. Wyrażone przez nich pytania to sygnały wyrażające
dwa światy, które jednak się dopełniają i czynią życie człowieka miejscem,
w którym dzieje się historia ludzka i historia boska, historia Boga i
historia człowieka, gdzie przenikają się zamysł i przejęcie Boga oraz
narażone na zranienie ludzkie uczucia. Czasem konieczne jest to zdziwienie,
bo przecież w rodzinie, gdzie ludzie niby się znają, nagle człowiek staje
się świadkiem czegoś nowego, nieoczekiwanego. Nagle człowiek widzi kogoś
mu bliskiego - jak Maryja z Józefem zobaczyli Jezusa - w zupełnie nowej
sytuacji, w nowej roli (ta nowa sytuacja raz może być dobra i zachwycająca,
innym razem niepokojąca czy wręcz przerażająca). Jakże ważne jest, by
chcieć dojrzeć tę nowość sytuacji, przyjąć ją, zastanowić się, wyciągnąć
wnioski i zawsze odpowiedzieć poprzez miłosierdzie, bo to nie pójdzie
w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.
Oby ikona świętej Rodziny, żywej, dynamicznej, w drodze
otwierała nasz umysł na prawdę o ludzkim życiu i ludzkich relacjach.
Obyśmy i my chcieli być w drodze, obyśmy chcieli zawsze iść razem, poszukiwać
się nawzajem, kiedy trzeba, pytać, słuchać odpowiedzi i wciąż uczyć się
siebie nawzajem. Obyśmy się nie przerażali, ani nie lękali, kiedy Boże
zamysły względem nas i naszych bliskich wydają nam się niepojęte, trudne
do zrozumienia i przyjęcia. Obyśmy wpatrując się w Jezusa w świątyni,
przy boku Maryi i Józefa, pozwalali Bogu, by dokonywał w nas tego przedziwnego
dzieła jednania: świata naszych uczuć i pragnień i świata Jego odwiecznej
mądrości. Jednania tych dwóch światów - w jednej miłości, którą jest On
sam.
|